_blog niezdecydowana
eko 2010-10-03

Poskładaj mnie. Stwórz ze mnie ludzkie orgiami. Niech powstanę z papieru. Nawet powtórnie przetworzonego. Bycie eko jest ostatnio bardzo modne.


z uśmiechem? 2010-09-15

Odleciał, zostawił po sobie miłe wspomnienie. Tembr jego głosu i słodkie gruchanie. Przekazał ciepłe myśli, uzbroił serce w lekką nostalgię… W swoim dziobie zaniósł list w przestworza. Odleciał, zostawił po sobie gówno na oknie… jak ja nie lubię gołębi…


notatki 2010-09-14

A ta kartka cicho pragnie zostać zapisana, wystarczy jej jedno słówko... a ta kartka milczy, czekając na czyjeś myśli… nie płacze, nie ma oczu… nie krzyczy, nie ma gardła… nie gestykuluje, nie ma rąk… nie szuka nowego pana, nie ma nóg… jakby przypadkiem pojawiła się koło Ciebie- będzie pusta… wylej na nią swoje myśli- będzie miała duszę… może nawet dostanie skrzydeł…


deser 2010-09-09

Chciałabym Cię poczuć. Dotknąć, posmakować, zanurzyć swoje wszystkie zmysły w Tobie. Powoli rozkoszować się błądząc po zakamarkach Twojego ciała, wędrować w ślepe uliczki i nieznane mi skrzyżowania. Napotykać po drodze znaki na Twojej skórze bez mapy osnuta w ciemność nocy. Znać na pamięć wszystkie pieprzyki i fałdki. Czuć ciepło Twojego ciała, słyszeć nierównomierny oddech. Smakować po kawałku, powoli, żebyś mi się nie przejadł. Przechodzić powoli od pierwszego dania do deseru, a czasem zapomnieć o przystawce, czasem o zupie. Czasem pozwalając Ci na małe manipulacje lub grając pierwsze skrzypce. Szukając miejsca na Twoim ciele potrzebującego więcej uwagi, poznając niezaspokojone rejony, walcząc o tę chwilę, by trwała, choć odrobinę dłużej. A Ty czego chcesz?


herbata 2010-09-06

 


Uwielbiam wchodzić do cukierni i kupować za dużo: rurki z kremem, napoleonki, sernik z brzoskwiniami. A potem wracać i pochłaniać je przy herbacie, pomijając oczywiście te, które zjadłam w drodze powrotnej. Mała chwila przyjemności, warta tego by potem czuć się niedobrze:) Ba- nic tak nie uzdrawia, jak przejedzenie słodyczami, choć warto przejadać się w czyimś towarzystwie. Jak ktoś cierpi obok Ciebie od razu robi Ci się lżej w żołądku. Więc może jutro po pracy wstąpię po muffinkę, by ją smakować, delektować się chwilą, zapachem, a potem przejść do tiramisu- moje ulubione, wydaje się być takie niewinne.


Ciastka przypominają mi mnie, mając mało chcę troszkę więcej, mając troszkę więcej, chcę dużo i tak dalej do nieskończoności. W pewnym momencie odczuwam brak towarzystwa i zapraszam na herbatę kolejną osobę. Czasem zostaje, pamięta o urodzinach (choć z wiekiem coraz o to trudniej), kupuje drobiazgi na święta, mówi o swoich planach, marzeniach, rozterkach, słucha moich. I dla takiej osoby jestem skłonna zjeść milion takich ciastek… chociaż drogo by to wyszło;)


optymalnie 2010-09-05

Spojrzał mi prosto w oczy, przestraszył, popsuł plany, uzbroił serce w nieufność, wewnętrzne rozdarcie, zewnętrzną niemoc. Uciekłam w krainę dzieciństwa, zobaczyłam stare kąty, zabawki, zdjęcia, uśmiechniętą małą dziewczynkę pełną życia. Trochę za bardzo pucowatą na twarzy, źle ubraną- w zielonych spodniach od dresu i różowej bluzie, czerwonych lakierkach. Poczułam, że od tamtej chwili prawie nic się nie zmieniło. Nadal jestem lekko zaokrąglona na twarzy, czasem się źle ubiorę. Tylko podrosłam z 60 centymetrów, rozmiar buta też nie ten. Wykształciło się coś na kształt piersi i bioder. Pozostały te same oczy i uśmiech… i świat napełnił się optymizmem, uśmiechem, nadzieją, dobrocią… Wróciłam, by wyrównać rachunki ze światem. Teraz chcę być górą, ale nie muszę dojechać na ostatnie piętro. Wystarczy szóste, optymalnie- swobodnie można wyznaczać cele, a upadać nie jest też już tak boleśnie…


on 2010-08-31

Bez niego nie byłabym sobą. Jedność raz stworzona pozostaje na zawsze w sercu. Kocham… Powiewać, wirować, czuć, słuchać i tworzyć, malować kroki ciałem, zapełniać parkiet emocjami… zamknąć na chwilę oczy, egoistycznie pochłaniać dźwięki, marzyć, śnić… tańczyć…


 


muzyka 2010-08-29



Słyszę jak powoli wypełnia przestrzeń, domaga się adoracji, mojego cichego nucenia albo chociaż nieporadnego podrygiwania. Wypełnia pokój, wychodzi czasem na korytarz, błądzi po chodnikach, uderza do głowy. Nieustraszony przyjaciel mojej duszy- melancholijna, smutna, wesoła, energetyzująca… Twoja muzyka, choć siedzisz ze mną w tym samym pokoju, niekoniecznie dobrze komponuje się z moją, choć głośniki cicho milczą zakurzone w kącie…


zdjęcie 2010-08-25

Znalezione na ulicy zdjęcie nie pozwala mi przejść koło siebie obojętnie. Pragnę poznać historię nieznajomego kusiciela, podejrzewając jego o roztargnienie i niezdarność życiową.


Nigdy nie zgubiłam zdjęcia. Jedno przedstawiające mnie, kiedyś porwałam na kawałki. W moim subiektywnym odczuciu mój wygląd daleko odbiegał od ideału. Za jakiś czas przeglądając album znalazłam dokładnie takie samo zdjęcie posklejane nieporadnie taśmą. Tamta chwila została uratowana od zapomnienia dzięki mojej mamie, która uświadomiła mi, że każda chwila tworzy historię do opowiedzenia. Od tamtego dnia nie porwałam żadnego zdjęcia, żadnego też nie zgubiłam. Zdjęcia są moją małą przestrzenią w zgiełku miasta, chaosie pracy i w bólu monotonii dnia codziennego. Ale kusiciel zgubił zdjęcie.


Podnosząc zdjęcie wymyśliłam sobie na jego temat co najmniej trzy historie. Nie wiem, która była najbardziej nierealna, ale czasem moje myśli wędrują tam gdzie diabeł mówi dobranoc, a słońce nigdy nie świeci. Skuszona obejrzałam zdjęcie. Najciekawsze było to imię i nazwisko na odwrocie. W dobie Internetu i wszechwiedzących portali społecznych mogłam dowiedzieć się o kusicielu więcej. Wiem już ile ma lat, gdzie chodził do szkoły, prawie jakbym znała przyjaciół tego casanowy, na którego się kreuje. Wiem, że ma wady- nosi rozpiętą koszulę tak, że widać włosy na klacie. Choć ma to też dobre strony- nie depiluje jej- choć sądzę że należy do grupy metro… seksualnych, czego nie znoszę. Lubi też szakirę sądząc po opisie na gadu gadu. Lubi ubierać się stylowo oraz zamierza studiować zarządzanie. W Internecie jest sztuczny, wykreowany, taki codzienny aktor. Mogłabym mu odesłać zdjęcie lub zniszczyć. Ale mi nie zależy na kontakcie z nim. Wystarczająco poznałam go przez Internet, a czas jaki na to poświęciłam spokojnie wystarczyłby na wspólną kawę. A to samo zdjęcie leżące na chodniku jutro znajdzie je ktoś inny…


paradoksalnie 2010-08-24

Widzę. Prawie wyciąga do mnie ręce. Pachnie na pewno tak cudownie. I zawsze sądziłam, że nic nie smakuje tak dobrze jak on. Dżem domowej roboty mojej mamy. Słoiczek delikatnie trzymam w ręce, jednak na tyle jestem twarda by go nie upuścić, nie zmarnować. Moja dłoń wędruje na jego zakrętkę. Próba pierwsza, ani drgnął. Próba druga, nauczona przez moją siostrę stukania o podłogę, chyba tylko pobudziłam sąsiadów, nakrętka ani drgnęła. Próba trzecia z podważaniem nożem. Dobrze, że się nie pokaleczyłam, ale słoik zakręcony jak stał tak stoi. Akurat nie ma żadnego współlokatora, tak może wspólnymi siłami dalibyśmy radę. Widocznie nie było mi dane zjeść kanapki z dżemem o dwunastej w nocy. Cóż, dietetyczka powiedziałaby, że w ogóle nie powinnam zaglądać do lodówki o tej porze. Koleżanka, że oparłam się pokusie. Może i by mnie to ucieszyło, jakbym była na diecie. Ale nie jestem! Rozpaczliwie potrzebowałam tego dżemu, chociaż łyżeczki na spróbowanie, zaspokojenie potrzeby, chwilę przyjemności… ale poszłam spać, a następnego dnia po pracy kupiłam słoiczek śliwkowych powideł reklamowali, że smakują jak domowe. Pomyślałam, że spróbuję, nic nie tracę. No dobra może jakieś 5 złotych, ale myślę, że warto. Przy kasie sprawdzam czy mogę go odkręcić? W głowie przygotowuje sobie co powiem chłopakowi z przodu, by uczynił mi ten zaszczyt i swoimi rękami odkręcił moje powidła. Ale nie słoik ze mną współpracuje. Dał się otworzyć i zakręcić. Zadowolona zmierzam na mieszkanie, lecz czuje pewien niedostatek, wręcz znudzenie, niezadowolenie, może nawet rozpacz, chyba to coś na kształt nostalgii za domowym, maminym dżemem.


Mężczyźni są jak te powidła- łatwo dostępni tak nie cieszą serca. Zamknięci, nad którymi trzeba popracować sprawiają choć na początku dużą radość, oddziałowują na wyobraźnie, chcemy ich dotknąć, poczuć, posmakować. Na koniec część z nich chętnie oddalibyśmy na sklepowe półki, a nawet dopłacili, by już nie zajmowali nam miejsca w lodówce naszego mieszkania. Innych przygarniamy na zawsze. Wędrują oni na najwyższe półki, do których nie każdy może dosięgnąć. My za to mamy na nich swój wypracowany sposób. I wbrew pozorom nie potrzebujemy o dwunastej w nocy ani używać podłogi, ani noża. A tym bardziej nie chcemy żadnych współlokatorów na mieszkaniu…


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]